niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział I

Godzina 7:00 poniedziałek. Dzień zwykły jak każdy inny. Znów czeka mnie męcząca nauka w liceum artystycznym, która jest trudniejsza niż się wydaje, mimo tego, że robisz coś co lubisz.
Na biegu zjadałam lekkie śniadanie, zrobiłam kanapkę i zabrałam butelkę wody z kuchni. Ubrałam się jak zwykle: top, czarna, skórzana kurtka, podarte jeansy i szpilki (na całe szczęście nie mamy mundurków). Lekki make-up zrobiony, to można jechać do szkoły. Zgarnęłam okulary, kluczyki z komody i wyszłam. Do szkoły dotarłam na styk.
- Hej Cassie! - powiedziały moje przyjaciółki, które już na mnie czekały przy szafce.
- Cześć dziewczyny. Co teraz macie?
- Ugh..WF - burknęła Meggan.
- To leć bo nie zdążysz się przebrać. - doradziłyśmy jej, a ona poszła.
- No my przecież mamy hiszpański, Cass - powiedziała do mnie Ashley.
- Ja mam literaturę angielską.. Nie zabrałam książki, trzymajcie się! - odparła Katherine i pobiegła po podręcznik.
- No to co, idziemy? - zapytałam. Każda z nas ma indywidualny plan lekcji dopasowany do naszego poziomu, standardy jak w USA choć jesteśmy w UK. Lekcja minęła szybko i przyjemnie.. Może dlatego, że jestem najlepsza z grupy. Teraz będą moje ulubione zajęcia teatralno-muzyczne. Wystawiamy musical jak co roku. Tym razem coś w stylu "burlesque", gdzie dostałam główną rolę, więc nasza nauczycielka dużo ode mnie wymaga, w sumie od wszystkich. W szkole mówimy na nią 'żyleta'. Czepia się najdrobniejszego szczegółu, ale mimo to uwielbiam te lekcje. 
- No i ostatnia godzina z głowy. - uradowana poszłam w stronę szatni, kiedy nagle mój były - Dylan, pociągnął mnie za rękę.
- Pięknie dziś zatańczyłaś. Może dla mnie też tak potańczysz, tylko na prywatnym pokazie..?
-  Odwal się! - chciałam już iść, ale przycisnął mnie do ściany, że nie mogłam się ruszyć.
- Chyba nie wiesz do kogo mówisz kochana! Chciałem tylko porozmawiać, a ty tak się odzywasz?! - krzycząc podniósł rękę i chciał mnie uderzyć, gdy nagle podbiegł jakiś chłopak i go odepchnął.
- Taki chętny  jesteś do bicia?! CO? To może zmierz się z kimś równiejszym sobie! - mówiąc to przywalił mu w nos i polała się krew.. To był  Jacob z mojego rocznika, jedyny gość w szkole, którego mój ex się boi. Byłam trochę zapłakana i przerażona. Przybiegła Kate i przytuliła mnie. 
- Rozmazałam się? - dopytałam.
- Serio to teraz ważne?.. Jest dobrze. - kiwnęłam głową mówiąc "OK" i odwróciłam się.
- Dzięki.. nie musiałeś.
- Nie ma sprawy, nie będzie jakiś kolo bił dziewczyny, bo myśli, że może wszystko. Cała jesteś, nic Ci nie jest?
- Tak, jeszcze raz dziękuję.. - poszłam na dół zostawić pare rzeczy, chwyciłam kurtkę i poszłam. Zaraz wybiegły Ash i Megg.
- Słyszałyśmy co się stało. Boże co za psychol. Powinni go wywalić.
- Na całe szczęście ktoś mi pomógł.. 
- I inni to widzieli i dopiero on zareagował? Gdzie ci faceci dzisiaj się podziali.. - rozmawiałyśmy idąc na parking, a potem w samochodzie, gdy odwoziłam je do domu. Cały wieczór siedziałam na Skype, potem włączyłam jakiś film starając się wyluzować, ale to zdarzenie nie dawało mi spokoju.
*następnego dnia o 9;46*
Otworzyłam oczy.. Byłam potwornie niewyspana, zerknęłam na zegarek.. Kiedy zobaczyłam godzinę zerwałam się z łóżka.. Nie mogłam się ogarnąć biegałam jak poparzona, ubrałam pierwsze rzeczy jakie były w szafie wzięłam tusz do torebki i ruszyłam spóźniona o prawie 2h. Przyszłam i momentalnie poszłam pod salę.
- Cześć Ashley..
- Boże, hej już się bałyśmy, ze coś się stało.. Pan Collins Cię szukał! - ops! nasz dyrektor coś ode mnie chce.. Ciekawe o co konkretnie chodzi..
- Ale to coś poważnego? Aż takie zamieszanie? - powiedziałam i poszłam do gabinetu. Zapukałam i odruchowo weszłam. Zobaczyłam Jake'a siedzącego " na dywaniku".. Usłyszałam tylko kawałek rozmowy, że grozi mu wydalenie ze szkoły za kolejną bójkę.
- Ale on mi tylko pomógł! To nie jest jego wina. - momentalnie zaczęłam tłumaczyć jak to wyglądało. Po jakiejś godzinie wyszliśmy, a do pokoju poszedł Dylan. Oboje wiedzieliśmy, że zostanie ukarany.. Mieliśmy cichą nadzieję, że już nie będziemy musieli go oglądać na korytarzach, ale dostał tylko zawieszenie, naganę i sprawę na policji  ( dostanie pewnie miesiąc w zawiasach).
- Przepraszam za zamieszanie.. - głupio mi było, że musiał siedzieć tam tyle czasu..
- Luz.. Przywykłem. - uśmiechnął się i poszedł na lekcję, zrobiłam to samo. Usiadłam na końcu sali z przyjaciółką.
- Słuchaj mam pomysł.. - wyszeptałam.
- No dawaj.
- Troche głupi, ale może się udać. Może pogadam z nim i..
- Ale z kim? Z Dylanem?!
- Nie no z Jacob'em. I może zgodziłby się udawać związek ze mną.. Wtedy ten debil się odwali..
- Sądzisz, że to dobry pomysł?
- Jest aż taki zły? Nie mam nic do stracenia.
- No w sumie. - odparłam czekając na dzwonek. Gdy zaczęła się przerwa od razu zaczęłam szukać chłopaka.
- Cześć! Szukałam Cię..
- Ok? Co jest?
- No bo w sumie... już raz mi pomogłeś..
- No tak.
- Mógłbyś mi jeszcze raz pomóc?
- A o co chodzi konkretnie?
- Pomyślałam, że może mój ex by dał sobie spokój gdybyśmy.. może udawali pare?
- Ty tak serio? - zapytał z lekkim niedowierzeniem.
- Dobra w sumie nie ważne. Zapomnij. - wyszłam i minęłam się w drzwiach z jakąś laską. Nie zdążyłam przejść nawet dobrych 5m, a on podbiegł do mnie.
- Zgadzam się.
- Mówisz serio?
- No chyba powiedziałem. Nie wierzysz? - mówiąc to, musnął lekko moje usta. Byłam zszokowana..
- Dzisiaj nie masz wysokich butów i jesteś taka niziutka.. - żartował sobie, a ja miałam minę "lepiej już skończ, bo to wcale nie zabawne", ale z uśmiechem. - To widzimy się później. - puścił mi oczko. Się wkręcił chłopak. :) 
Minęło pare leckcji, więc stałam w korku na schodach do wyjścia, gdy nagle ktoś objął mnie w talii. Początkowo myślałam, że to któraś z dziewczyn chciała mnie przytulić na pożegnanie, ale odwracając głowę okazał się to Jake. 
- Dowidzenia :* - czułam się dziwnie, ale cieszyłam się, że chce mi pomóc.
- Do jutra. - dałam mu buziaka w policzek. Wydawał się zdziwiony, że odwzajemniłam gest, ale uśmiechnął się momentalnie i poszedł. 
*kilka godzin później*
Leżę sobie przy otwartym laptopie sluchajac muzyki.. W pewnej chwili usłwyszałam, że ktoś dzwoni. Musiałam zwlec się z łóżka, bo zostawiłam podłączony telefon w salonie. 
- No cześć. Mógłbym jutro wpaść po Ciebie troche wczesniej przed szkołą? Pomogłabyś mi z hiszpańskim i troche z chemią? - słysząc to, sto razy sprawdzałam kto do mnie zadzwonił.. Domyśliłam się oczywiście..
- Tak, jasne nie ma sprawy ja mam jutro na 9 to ok 7:30 możesz przyjść. Tylko mam pytanie.. Skąd masz mój numer? ;)
- Noo.. Wiesz.. W związku chyba tak jest. - starał się żebym nie dopytała go, ale nie ma tak łatwo. :)
- No niby tak. Ale kto jest takim naszym dobrym przyjacielem, że dba o nas? - zapytałam z lekkim śmiechem. - No mów nie będe zła.
- Poprosiłem jedną z Twoich przyjaciółek. Powiedziałem, że mnie przysłałaś, bo w tym tłumie nie miałaś jak mi go podać..
- Dobra spokojnie. To widzimy się jutro?
- Do zobaczenia! Wyślij mi sms'em adres :P
- A już myślałam, że to też już masz. Zaraz prześle xD pa. - rozłączyłam się. Wzięłam relaksującą kąpiel, po czym położyłam się spać.
Wstałam odpowiednio wcześnie, aby zdążyć na czas. Dziś miałam już przygotowane wysokie buty, spódniczkę i bluzkę z siateczką. Robiłam już makijaż, kiedy ktoś zaczął się dobijać do drzwi.
- Ide, no już chwila! - krzyczałam zbiegając po schodach.
- Hej! Wejdź.- przywitałam go ciepło.
- Dzień dobry Pani. - uśmiechnął się, a ja wskazałam mu drogę do salonu.
- Jeszcze 5min..
- O Boże.. no dobra :) - wzdychał. Zeszłam punktualnie, co go zdziwiło.
- Wychodzimy?
- Tak już, tylko jeszcze buty, okulary i błyszczyk. - byliśmy w szkole o 7:45. Ruszyliśmy do biblioteki i zaczęliśmy naukę. Starałam się mu wszystko jak najjaśniej wytłumaczyć. Wyglądało jakby rozumiał, ale nie byłam pewna, więc kazałam mu spróbować przetłumaczyć dany fragment. Brzmiało to na prawdę zabawnie, dlatego trochę się śmialiśmy i wygłupialiśmy, gdy nagle weszła Kate.
- Co tam gołąbeczki?
- Ehem.. Pomagam Jacob'owi w nadrobieniu lekcji.. A tak w ogóle. Masz coś do jedzenia? Nie zdążyłam zrobić sobie śniadania..
- Nie mam tylko mój jogurt.
- Pójdę do bufetu.. Drożdżówka będzie ok, Cassie? - spojrzałam zdziwiona na chlopaka.
- Taak, no jasne.
- Dla Ciebie też Katherine?
- Jeśli to nie kłopot.. - powiedziała niepewnie. Gdy chłopak wyszedł zaczęłyśmy gadać o skutkach planu. Póki co szło wszystko po dobrej myśli.
- WITAM! - powiedział donośnym głosem Dylan..
- Czego jeszcze chcesz?
- Jak już mówiłem porozmawiać. - chwycił mnie mocno za przedramię. 
- Ał?! Zostaw mnie..
- Pójdę po Jake'a. - Kate wyszła szybko.
- Po kogo? - zapytał zdenerwowany.
- Chyba słyszałeś. Spotykam się z nim!
- To prawda. Jak nie wierzysz to sam się dopytaj.. - potwierdzała przyjaciółka, a za nią stał Jacob.
- Coś nie tak skarbie? - zatroszczył się i przytulił dając buziaka w czoło. - Coś nie tak? - spojrzał wrogo na Dylana.
- Nie już nic. - odpowiedziałam pewnie.
- A to wy.. ja nie wiedziałem.. - jąkał się widząc wzrok chłopaka.
- NARA.  - burknęliśmy i opuściliśmy pomieszczenie.
- Chyba poskutkowało.. Dzięki :). - odparłam szczęśliwa i pewna, że już nie będzie problemu.
- Luz cieszę się, że pomogłem. - rozdzieliliśmy się. Za winklem czekała na niego Lucy, ta dziewczyna, którą wczoraj minęłam w drzwiach. Nagle usłyszałam jak krzyknęła i wybiegła zza filara. Miała krew na łuku brwiowym.. Podbiegła do mnie.
- To twój chłoptaś? Weź coś z nim zrób.. 
- Ale.. kim ty jesteś? To on to zrobił?
- Jego byłą. Zerwałam z nim, bo nie znałam go od tej strony.. Zaczął mnie nałogowo bić!
- Niemożliwe..
- A jednak. Widzisz co mi zrobił.- poszła do łazienki, a ja szukać chłopaka..
- HEY! Zaczekaj!
- Tak kochanie?
- Daj sobie spokój.. Czemu jej to zrobiłeś?
- Ale komu? Co?
- Miała podbite oko.. Poszedłeś w tamtym kierunku, a po chwili ona wybiegła..
- O kim tym mówisz?
- O Lucy.. Nic mi nie mówiłeś.. Może nie chciałeś żebym wiedziała co robisz dziewczynom?
- Co ona Ci nagadała?
- Zgadnij..
- Nie wierze.. To ja z nią zerwałem, bo prawie mnie wywalili! Nawet jej nie dotknąłem.
- Miała podbite oko! Sama raczej tak nie zrobiła.. Wiesz co skończmy to.. Związek i tak był fikcyjny, poskutkował a teraz nie chcę Cię znać.. Nie szkoda mi tego..
- Ale..? - chciał o coś spytać. Ja go nie słuchałam. Byłam zła, bo w sumie polubiłam go.. No cóż, nie chcę być z kimś takim. 
*Muszę coś zrobić.. Jakoś wyjaśnić.. Nie jestem damskim bokserem.. Nie chcę żeby mnie miała za takiego. Wariatka chciała się zemścić, bo jej nie chcę.. No to jej się udało.. Czego ona nie rozumie..? Przy Cassandrze czuję się jak facet.. mogę jej pomóc, a Lucy nigdy nic nie chciała.. czasem wydawało mi się jakbym gadał z kumplem.. Cassie jest inna. Zależy mi na niej* - tłukł się z myślami Jake.
Na długiej przerwie przyszedł do mnie kolega mówiąc, że znów jest jakaś sprawa u dyrektora i że ktoś mnie szukał. Nie chciałam tam iść, bo nie miałam zamiaru bronić chłopaka. Po 10 minutach zobaczyłam Jacob'a przygnębionego na ławce.. Szkoda mi go było, ale co zrobić.. Przy schodach stała Pani Carter, wicedyrektor. Na pewno wiedziała o co chodzi, więc zapytałam.
- Dzień dobry. Podobno coś się stało..
- Już wyjaśnione, nie przejmuj się.
- A o co chodziło? - zapytałam i Jake wstał z ławki..
- Nich pani jej powie, że to nie moja wina! Mi nie uwierzy..
- Tak to prawda. Resztę opowie ci kolega, spieszę się. - weszła na górę, a ja odwróciłam się niepewnie..
- Czyli to jednak jej wina?
- Jak już mówiłem.. nie może pogodzić się, że po prostu już nic do niej nie czuję.. Ale wiesz do Ciebie chyba tak.. Wiem, że to dla Ciebie była tylko fikcja i wgl, ale do rzeczy.. Na serio Cię lubię i bardzo mi się podobasz, ale rozumiem, że chodziło tylko o to aby spławić Dylana..
- Ej.. przestań tyle gadać i daj mi coś powiedzieć. Jeszcze nie wiesz jakie jest moje stanowisko. :)
- To znaczy, że może dasz się zaprosić na jakiś wypad, tylko już na serio? :3
- Haha.. Sądzę, że tak..
- A tak przy okazji.. Dzisiaj jest ta impreza u Steve'a.. Może pójdziemy we dwoje?
- Z przyjemnością.
- Wpadnę o 7;00 (p.m.) - pożegnaliśmy się.